Tutaj znajdziecie antyrasizm, antyklasizm, historię osób koloru i pozaeuropejskich cywilizacji oraz postkolonialne spojrzenie na (pop)kulturę.

wtorek, 21 marca 2023

Co historia afroamerykańskich sufrażystek może powiedzieć nam o feminizmie.

 Kiedy w połowie dziewiętnastego wieku w Stanach Zjednoczonych zaczął rozwijać się ruch sufrażystek (dziś uznawany za część feminizmu pierwszej fali), nie wszystkie białe sufrażstki były solidarne wobec Czarnych kobiet. Tak było też w dekadach po Wojnie Secesyjnej. Większość białych sufrażystek walczyła o prawa dla innych kobiet ze swojego środowiska. Sądziły, że tylko biali mężczyźni i kobiety powinni mieć prawo głosu. Jedną z takich sufrażystek była Susan B. Anthony. Chociaż uznaje się ją za ikonę feminizmu, warto pamiętać o tym, że usprawiedliwiała lincze i krytykowała prawo głosu dla Afroamerykanów. Brzydka prawda jest taka, że nie była to sytuacja paradoksalna. Wiele sufrażystek wychodziło z założenia, że niewiele łączy je z kobietami PoC czy kobietami niezamożnymi, a te mechanizmy można zaobserwować także dziś. Czy wystarczy powiedzieć, że wtedy nie dało się inaczej? Że wtedy ludzie mieli węższe horyzonty? Moim zdaniem nie jest to usprawiedliwienie. Wiele sufrażystek dostrzegało hipokryzję tego podejścia. Czarnych sufrażystek, których doświadczenie życiowe było zwyczajnie inne niż to białych zamożnych kobiet. 


Niestety, przez dekady mainstreamowy amerykański (proto)feminizm ignorował Rdzenne Amerykanki, Afroamerykanki, Latynoski, Azjatki, a także niezamożne imigrantki z Europy Wschodniej czy Południowej. Do dziś liberalny feminizm zapomina o niezamożnych kobietach czy kobietach koloru. Jeśli można wyciągnąć z tego jakąś lekcję, to taką, że prawdziwy feminizm musi być intersekcjonalny i uwzględniać różne grupy społeczne. A tymczasem - pamiętajmy, że afroamerykańskie sufrażystki, były, żyły i robiły dużo dobrego.


Ida B. Wells była afroamerykańską sufrażystką, aktywistką i dziennikarką. Jej postulaty były zarówno antyrasistowskie, jak i feministyczne. Postulowała przyznanie praw wyborczych także Czarnym kobietom i opisywała najgorsze oblicza rasizmu po Wojnie Secesyjnej, takie jak lincze. Była jedną z założycielek NAACP (National Association for Advancement of Colored People).


Mary Church Terrell (1863-1954), córka wolnych Afroamerykanów o mieszanym pochodzeniu, była aktywistką i nauczycielką. Jako jedna z pierwszych Afroamerykanek ukończyła studia wyższe. W 1896 założyła National Association of Colored Women. Była jedną z założycielek NAACP.

The poor men seems to be all in confusion, and don't know what to do. Why children, if you have woman's rights, give it to her and you will feel better. You will have your own rights, and they won't be so much trouble. I can't read, but I can hear. I have heard the Bible and have learned that Eve caused man to sin. Well, if woman upset the world, do give her a chance to set it right side up again.

Fragment przemowy "Ain't I a Woman?”, wygłoszonej przez Sojourner Truth w 1851 roku

Źrodła obrazów: Wikimedia Commons

Źrodła:

https://www.history.com/news/suffragists-vote-black-women

https://www.npr.org/2011/03/25/134849480/the-root-how-racism-tainted-womens-suffrage

https://interactive.wttw.com/chicago-stories/ida-b-wells/standing-up-for-her-principles-ida-b-wells-and-the-suffrage-movement

https://www.womenshistory.org/education-resources/biographies/mary-church-terrell

poniedziałek, 20 marca 2023

Ten blog ma dwa lata.

 Dobrze pamiętam sobotę, gdy utworzyłam bloga. Słoneczny dzień. Akurat spędzałam weekend, czytając leguinowską w duchu powieść fantasy “The Hero and the Crown”. O tyle wyjątkową jak na książkę z lat osiemdziesiątych, że większość postaci była PoC. Wiedziałam, że to wyjątek. Wiedziałam też, od jakiegoś czasu, że bardzo chciałabym się podzielić moją skromną wiedzą. Tak, skromną.

To nie na Bloggerze zrozumiałam, ile jeszcze muszę się nauczyć. Że ciągle będę się uczyć i oduczać. Że to głos Czarnych rodaków i rodaczek jest ważniejszy w dyskusji o słowie na M, niż piętrowe, wykluczające słownictwo z czasów kolonialnych, które tak złościło mnie i szokowało. Na Instagramie poznałam profile, kolektywy i inicjatywy prowadzone z perspektywy “own voices”. Pokazały mi, że mogę się po prostu uczyć. I że nie jestem jedyna. Inne osoby też dostrzegają rasizm i jego historię. A ja miałam ten przywilej, że go nie doświadczyłam. Zawsze będę osobą z zewnątrz. Ale zawsze będę się też starać. 

W moim przypadku zaczęło się od słownictwa. Masz trzynaście lat. Czytasz Trudną, Mądrą książkę. “Absalomie, Absalomie”. Nie wiesz, kto to jest ta “kochanka oktoronka”, która była w związku z Charlesem Bonem. Może tak nazywano wyznawczynię jednego z odłamów vodou? Może tak nazywano ogółem Czarne kobiety o mieszanym pochodzeniu, które wchodziły w związki z zamożnymi białymi mężczyznami? A potem czytasz więcej fantasy. Le Guin. Leigh Bardugo. Czytasz o postaciach PoC, które są po prostu ludźmi, a nie statystami czy obcymi. I chcesz czytać takich książek więcej. Oduczasz się też zrzucania obecności niebiałych postaci w literaturze iberoamerykańskiej na wszechobecną, ponadczasową Poprawność Polityczną. A potem jest “The Long Song” Andrei Levy, o zniesieniu niewolnictwa na Jamajce. Wszystko jest na swoim miejscu. “Oktoronka” to kobieta czarna w jednej ósmej, biała w siedmiu ósmych. Wyżej w hierarchii od “m*rzynów”. Którzy byli na samym dole. Nie ma w tym nic neutralnego. To jest przerażające. I chciałabyś komuś o tym napisać. Zwłaszcza, że dowiadujesz się tylu innych rzeczy, a także czytasz - nareszcie - inne dobre powieści “"own voices”. 

Czarni Afrykanie mieli cywilizacje. Aksum, Nubia, Imperium Mali, Imperium Ghany, obecność czarnych osób w starożytnym Egipcie, a nawet w rzymskiej Brytanii. Tyle rzeczy, których nie było w szkole! Tyle historii.

Potem? Potem szybko założyłam Instagrama i przyznaję, że skupiłam się bardziej na nim. Krótka, treściwa forma, karuzele z chwytliwym tytułem... No cóż, bardziej mi odpowiadają. To medium sprawiło również, że zaczęłam włączać inne tematy. Orientalizm. Historia Rdzennych Amerykanów. Warunkowe traktowanie białości. Problematyczne wątki w (pop)kulturze. 

Ten blog miał być najbardziej o historii. O Afryce Subsaharyjskiej i kolonializmie na półkuli zachodniej - bo też te tematy od początku bardziej mnie interesowały od np. historii Azji Wschodniej. Chciałam również sprawdzić, jak inne osoby postrzegają kolor skóry; stąd podstrona z ankietami. Teraz już ich nie prowadzę, chociaż wyniki były interesujące. Dziś pewnie zrobiłabym to inaczej, zwłaszcza, że inne kwestie stały się ważniejsze. Z czasem zaczęłam wrzucać na bloga materiały z Instagrama. Okazało się bowiem, że na Instagramie mogę dotrzeć z przemyśleniami, ciekawostkami i informacjami do o wiele większego grona osób. Blogger czasy świetności ma za sobą. Z czasem zaczęłam też pisać o bardzo różnych tematach. A ostatni rok też był “bardzo”. Uczyłam się i uczę od Afropolek i Afropolaków. Teraz uczę się też od osób z Ukrainy. Bo wojna w Ukrainie to wojna antykolonialna przeciwko j*banemu imperialiście putinowi.

Tak. Dwa lata mojego bloga wypadają w takich czasach, że musiałam o tym wspomnieć.

Wiem. Wiem, że znacznie mnie więcej na Instagramie. Ale tam nie mogłabym chyba podzielić się tą konkretną historią i refleksją. Czy mogłoby być mnie więcej na Bloggerze? Cóż, może wrzucałabym dłuższe teksty z recenzjami książek o postkolonialnej tematyce. Może jakieś omówienia motywów. Chciałabym. Zobaczymy. 

wtorek, 7 marca 2023

Co to jest kryptokolonializm?

 Kryptokolonializm (ang. “crypto-colonialism”) to pojęcie stworzone przez antropologa Michaela Herzfelda. Opisuje sytuację, w której relacje pomiędzy dwoma państwami lub, ogólniej, społecznościami, trudno opisać jako typowy kolonializm. Relacje takie nadal jednak noszą jego znamiona, nawet jeśli dotyczą np. dwóch narodowości o tym samym kolorze skóry z tego samego kontynentu.

Michael Herzfeld pisał o kryptokolonializmie na przykładzie Grecji i Tajlandii. W przypadku Grecji zwrócił uwagę na to, jak ten kraj już w dziewiętnastym wieku postrzegał Zachód. Dla Zachodu Grecja była swoją antyczną przeszłością, a nie miejscem z teraźniejszością. Było to związane z tym, że na Zachodzie utożsamiano się z antycznym dziedzictwem, w myśl zasady, że spadkobiercami śródziemnomorskiej cywilizacji równie dobrze mogą być Anglicy czy biali Amerykanie.

Zapewne bardziej zrozumiałym przykładem kryptokolonialzmu mogą być relacje pomiędzy Anglią a Irlandią. Podbici w dwunastym wieku Irlandczycy byli dyskryminowani, a angielscy i normańscy osadnicy faworyzowani. W czasach nowożytnych doszła do tego dyskryminacja na tle wyznania i rugowanie języka irlandzkiego. Warto też pamiętać, że Irlandczyków dehumanizowano najpierw w angielskim, a później amerykańskim dyskursie - nie uznawano ich za równie białych, co “Anglosasów”.

Innym przykładem kryptokolonialzmu mogą być relacje pomiędzy Danią a Islandią. Oba narody są skandynawskie, ale nie oznacza to, że relacje pomiędzy nimi były równorzędne. De facto Islandia uzyskała niepodległość od Danii dopiero w 1944 roku, a Duńczycy postrzegali ją jako “dziki”, “egzotyczny” kraj.

Oczywiście o (krypto) kolonializmie można mówić w wielu innych kontekstach - w kontekście rozbiorów Polski, w kontekście relacji dawnej Polski z Białorusią, Ukrainą i krajami bałtyckimi, w kontekście japońskiego imperializmu przed II wojną światową. Wiem, że to bardzo różne przykłady różnego kalibru, ale też nie zestawiam je po to, aby je ze sobą zrównywać. Są również przykłady, w których wiadomo, że kolonializm wcale nie jest “krypto”. Tak jest w przypadku wojny w Ukrainie, rozpętanej przez imperium, które nie chce pogodzić się z utratą kolonii.

Źródła:

“Decrypting Crypto-Colonialism and unveiling the Mask of Innocence : Switzerland’s Covert Colonial Designs and Continuity in Africa.” Juliana Safowaa Appiah & Roland Yeboah Mireku

https://annsofiegremaud.wordpress.com/crypto-colonial-iceland/

https://culture.pl/en/article/slavery-vs-serfdom-or-was-poland-a-colonial-empire

https://muse.jhu.edu/article/39112/summary


wtorek, 28 lutego 2023

Nie romantyzujmy historii Pocahontas.

 Pocahontas w rzeczywistości nazywała się Matoaka. Pochodziła z plemienia Powatanów z dzisiejszej Wirginii. Urodziła się około 1596 roku, a jako nastolatka stała się zakładniczką brytyjskich kolonistów. Wtedy przyjęła chrześcijaństwo i wyszła za mąż (1614) za plantatora tytoniu, Johna Rolfe'a. Miała z nim syna Thomasa i wyjechała do Anglii, gdzie egzotyzowano ją jako nawróconą “dz*kuskę” i “indiańską” księżniczkę. Tam zmarła w 1617.

Pocahontas w wyobrażeniu brytyjskim. Na chrzcie przyjęła imię Rebecca. 

Tak w wielkim skrócie można opisać życie kobiety, która do historii przeszła jako zromantyzowana postać, która nie zachowała nawet swojego właściwego imienia. Zromantyzowana, gdyż jej małżeństwo przedstawiano jako miłość ponad podziałami, a nie kwestię lokalnych układów i zjawiska, które z dzisiejszej perspektywy można nazwać tokenizacją. 

Oczywiście za mit Pocahontas nie jest odpowiedzialny głównie ani w pierwszej kolejności film Disneya z 1995 roku. Na gruncie amerykańskim mitologizacja tej postaci trwała przez stulecia. Mitologizacja i odseparowywanie Matoaki od jej korzeni, przedstawianie jej jako “dobrej” Rdzennej Amerykanki, która przeszła na białą stronę i pojednała rdzennych mieszkańców i kolonistów. W prawdziwym świecie nic jednak nie było takie proste.

Wydaje mi się jednak, że w Polsce za ten popularny wizerunek Matoaki odpowiada właśnie film Disneya. I tak, ja naprawdę rozumiem, że pewnie dla wielu osób to był jeden z pierwszych tekstów kultury, który pokazywał Rdzennych Amerykanów jako postaci pozytywne, od których można się czegoś nauczyć, a nie jako wrogów Dzielnych Kowbojów™ z westernów. Wiem, że to tylko bajka. Ale ta bajka wpisuje się w amerykańską tradycję romantyzowania Matoaki.

Ani mąż Matoaki nie był tak “miłą” postacią, jak go pokazano, ani ona, prawdopodobnie, wcale nie uratowała mu życia. A angielskiego kolonializmu nie da się rozgrzeszyć za pomocą zrzucenia odpowiedzialności za wszelkie zło na Złego Gubernatora™. W rzeczywistości na problemy bohaterów nie było tak prostych odpowiedzi, jak sugeruje to film. A przynajmniej nie były to odpowiedzi, które spodobałyby się kolonizatorom.

Źródła obrazów: Wikipedia 

Źródła:

https://www.smithsonianmag.com/history/true-story-pocahontas-180962649/

https://ictnews.org/archive/true-story-pocahontas-historical-myths-versus-sad-reality

https://www.theindigenousfoundation.org/articles/the-true-story-behind-disneys-pocahontas

poniedziałek, 20 lutego 2023

Dawniej Europejczycy byli bardziej “rdzenni”? Nie bardzo.

 Jeśli jakaś definicja Europejczyka/Europejki jest podszyta rasizmem, to ta, w której “prawdziwi” Europejczycy są tylko biali, tylko z Europy, a ich przodkowie żyli na tym kontynencie od tysięcy lat. Tylko że ta definicja nie działa - i to nawet, kiedy odejmiemy kontekst kolonializmu w Afryce, Azji oraz Amerykach. Nie tylko potomkowie imigrantów, Europejczycy indyjskiego, arabskiego czy afrykańskiego pochodzenia mają przodków, którzy nie pochodzili z Europy.

Dobrym przykładem mogą tutaj być Saamowie, rdzenna ludność północnej Skandynawii, która ma nie tylko europejskie, ale też azjatyckie geny. Saamowie są częściowo Azjatami - zakładam, że nie wyklucza to ich europejskości. Niestety, już od średniowiecza byli dyskryminiwani i poddawani przymusowej chrystianizacji przez Skandynawów pochodzenia germańskiego, a potem - także przez Rosjan.

Ten wzorzec dyskryminowania i wyobcowania działa(ł) także w przypadku innych grup, takich jak Romowie i Żydzi. Oni również żyją w Europie od wieków. Zakładam, że wiecie, do czego doprowadził antysemityzm. Zakładam, że być może wiecie również, że niewolenie Romów było legalne na obszarze Rumunii i Mołdawii do lat pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku. 

Ludzie z różnych stron świata żyli w Europie od wieków. Romowie pochodzą z Indii, Żydzi z Azji Zachodniej, Tatarzy z Azji Wschodniej, a Ormianie z Kaukazu. Podaję chociażby takie przykłady grup etnicznych i narodowości, ponieważ są istotne także w polskim kontekście. Mieszkańcy Polski byli i są tylko z Europy? No raczej nie.

Warto pamiętać o tych wszystkich kontekstach. Warto pamiętać, że także ci ponoć “bardziej” europejscy Europejczycy pochodzą częściowo od mniejszości etnicznych. Tradycyjne podziały dotyczące tego, jak myślimy o “europejskim” pochodzeniu (włącznie z dzieleniem “narodów” na np. słowiańskie i germańskie) wytworzyły się zresztą podczas wielkiej wędrówki ludów w późnej starożytności, która zaczęła się w Azji.

Źródła:

https://www.helsinki.fi/en/news/life-sciences/ancient-dna-shows-sami-and-finns-share-identical-siberian-genes

https://www.europeana.eu/pl/blog/roma-slavery-in-romania-a-history

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Genetic_studies_on_Jews

poniedziałek, 13 lutego 2023

Rasizm i ksenofobia w starym Hollywood

 W tym poście skupiam się na historii Hollywood od jego początków (1911) do lat pięćdziesiątych. Piszę o różnych zjawiskach związanych z ksenofobią i rasizmem, o whitewashingu, segregacji rasowej i wymazywaniu nieanglocentrycznych tożsamości w Fabryce Snów. Np. Rita Hayworth naprawdę nazywała się Margarita Cansino i była osobą częściowo meksykańskiego pochodzenia. Musiała nosić wybielający makijaż, a jej wizerunek zbudowano na odcięciu się od korzeni, które z amerykańskiej perspektywy nie były wystarczająco “anglosaskie”. A taka zmiana tożsamości to jeden z wielu emblematów ówczesnej ksenofobii i rasizmu. Inne przykłady to m.in. polsko-słowacka aktorka, Apolonia Chałupiec, która przeszłado historii pod “włosko” brzmiącym pseudonimem Pola Negri, czy Ormianin Hovsep Hovsepian, znany jako Arthur Edmund Carewe.Jednak amerykańskie pojęcie białości przede wszystkim zamykało drogę aktor(k)om azjatyckiego i afrykańskiego pochodzenia. Afroamerykanie czy Amerykanie azjatyckiego pochodzenia nie mogli liczyć na wiele ról prócz tych bardzo stereotypowych. A biali aktorzy noszący blackface lub występujący w rolach Azjatów byli normą.

Lubimy myśleć, że whitewashing to “wydumany” problem, zapewne jeszcze wymyślony po to, żeby usprawiedliwić głównie brytyjską praktykę obsadzania ról postaci historycznych i literackich wedle zasady color blind. Ale wymazywanie czyjegoś pochodzenia na korzyść białości było faktem. Dlatego np. w filmach niemych mamy chociażby Rudolfa Valentino w roli arabskiego szejka. Dlatego w ekranizacji (1937) powieści “The Good Earth” osadzonej w Chinach główne role grali biali aktorzy ucharakteryzowani na Azjatów. Innym przykładem może być biały aktor w roli Japończyka w “Śniadaniu u Tiffany'ego” albo John Wayne w roli Czyngis-chana w filmie “Zdobywca” (1956).

To również ówczesne Hollywood odpowiada w dużym stopniu za wykreowanie mitu “Przeminęło z wiatrem” - film z 1939 roku stał się synonimem romantycznej i epickiej opowieści. Wymazano z niego wiele rasistowskich uwag z powieści Margaret Mitchell, ale wymazano też wiele afroamerykańskich postaci. Czarni aktorzy i aktorki z filmu (jak Hatty McDaniel) nigdy zresztą nie otrzymali szansy zrobienia takiej kariery, jak Clark Gable i Vivien Leigh, nie w czasach segregacji rasowej.

Jak zwykle, ten post nie nawołuje do bojkotu czy znienawidzenia “starego” kina. Interesujecie się filmem niemym czy kryminałami noir? Spoko! Chodzi raczej o to, że na historię kina można patrzeć krytycznie, ze świadomością tego, że ówczesne przekonania kształtowało wiele uprzedzeń, a zarzuty dotyczące whitewashingu czy ignorowania aktorów PoC nie są przesadzone. Tak samo nie ma sensu powielać mitów o specjalnej pozycji Żydów w Hollywood - jeśli znaleźli tam miejsce, to dlatego, że tego miejsca nie było w mainstreamie USA.

Źródła:

https://untitled-magazine.com/dear-hollywood-whitewashing-is-about-more-than-just-casting/

https://www.history.com/news/yellowface-whitewashing-in-filmameric

ahttps://www.smithsonianmag.com/smart-news/how-margarita-cansino-became-rita-hayworth-180965275/


poniedziałek, 6 lutego 2023

Antysemityzm i klasyka brytyjskiej literatury

 W dziewiętnastym wieku antysemityzm był w Wielkiej Brytanii powszechny, a stereotypy na temat Żydów kształtowały się podobnie, co w innych krajach. Z drugiej strony, przejawy antysemityzmu, z negatywnym przedstawianiem Żydów włącznie, nie pozostawały bez krytyki i odpowiedzi. Piszę o tym na przykładzie “Ivanhoe” Sir Waltera Scotta, twórczości Dickensa i “Daniela Derondy” George Eliot.

“Ivanhoe” to klasyka powieści historycznej, która dzieje się w końcu dwunastego wieku, a więc na około sto lat przed wygnaniem Żydów z Anglii w 1290. Jedną z kluczowych postaci jest Rebeka, córka lichwiarza, Izaaka z Yorku. Chociaż Walter Scott przedstawił ją jako odważną dziewczynę wierną swoim wartościom oraz nieraz podkreślał w narracji, że Żydzi byli dyskryminowani, to nie uniknął też najbardziej typowych antysemickich stereotypów. Tyczą się one zwłaszcza postaci Izaaka. Warto o tym pamiętać, bo z połowicznym dostrzeżeniem problemów społecznych, a także z narracją, że dyskryminowane grupy społeczne są mściwe i rozgoryczone, mamy często do czynienia do dziś.

Charles Dickens to jeden z tych pisarzy, którego antysemickie i stereotypowe ukazywanie Żydów (m.in. w “Olivierze Twiście” i “Wielkich nadziejach”) krytykowano już za jego życia. Dlatego w swojej ostatniej dokończonej powieści (“Nasz wzajemny przyjaciel”) Dickens wprowadził postać pana Riaha, Żyda niesłusznie oskarżanego o oszustwo, który mówi o antysemickich stereotypach. Pokazuje to, że wybrane stereotypy krytykowano już w dziewiętnastym wieku, a także to, że autorzy i autorki, którzy próbują uczyć się na błędach i wprowadzać bardziej adekwatne postaci z mniejszości, to nie tylko współczesny fenomen.

Jednak najsłynniejszą brytyjską powieścią napisaną z zewnątrz i opowiadającą o postaciach żydowskiego pochodzenia pozostaje “Daniel Deronda” George Eliot z 1876 roku. Co było w niej nowatorskiego jak na epokę? Jeden z dwóch protagonistów był Żydem, a jego poszukiwanie korzeni, konwersję na judaizm i poślubienie Żydówki pokazano w pozytywnym świetle. Z drugiej strony, Daniel, podobnie jak Riah, cierpi na syndrom Szlachetnej Postaci z Mniejszości. Ukazywanie w ten sposób postaci z dyskryminowanych mniejszości przez osoby z zewnątrz, po to, aby osoby z większości łatwiej je polubiły, nadal jest obecne w (pop)kulturze.

Jak zwykle, pamiętajcie, że ten post nie jest jakimś wezwaniem do unieważniania Scotta, Dickensa czy George Eliot. Chciałabym raczej, aby można się było dzięki niemu zastanowić, dlaczego dobre intencje lub dostrzeżenie czyjejś dyskryminacji to za mało. Jak zwykle też teksty kultury mówią nam wiele o społeczeństwie i ówczesnych postawach. W krytyce nie chodzi o to, by np. usprawiedliwiać jakąś postać ze względu na jej pochodzenie. Chodzi o zastanowienie, dlaczego główny villain jest Żydem, tak jak było to w “Olivierze Twiście”.

Źródła:

https://k-larevue.com/en/george-eliots-daniel-deronda-how-one-novel-reshaped-the-image-of-british-jews/

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Racism_in_the_work_of_Charles_Dickens

https://victorianweb.org/previctorian/scott/gossman.html

Polecanki wewnątrzblogowe

Skoro już tu jesteście...

... To zapraszam was do wypełnienia kilku ankiet. Nie przejmujcie się, jeśli nie będziecie w stanie rozpoznać postaci historycznych, których...