Tutaj znajdziecie antyrasizm, antyklasizm, historię osób koloru i pozaeuropejskich cywilizacji oraz postkolonialne spojrzenie na (pop)kulturę.

poniedziałek, 18 lipca 2022

Rasistowskie stereotypy o średniowieczu

 1. Średniowiecze zdarzyło się tylko w Europie.

 Z dzisiejszej perspektywy wiemy już, że o średniowieczu warto myśleć inaczej - globalnie. Średniowiecze to nie tylko Europa. To także Bizancjum, islamskie kalifaty, to Imperium Ghany i Imperium Mali, to nubijskie królestwa i Cesarstwo Etiopii. To cywilizacje, które rozwijały się w Ameryce Środkowej i Południowej, to Nan Madol na Pacyfiku. O państwach i cywilizacjach w Azji Wschodniej nie wspominając.

 2. W średniowiecznej Europie nie było żadnych ludzi koloru.

Warto pamiętać, że część Hiszpanii i Włoch przez wieki była pod panowaniem Maurów. Większość Maurów była Arabami i Berberami, ale niektórzy byli też czarnoskórymi Afrykanami. Maurem nazywano np. Raimondo de Cabanniego, czarnego rycerza z Królestwa Neapolu (zmarł około 1334 roku). Wspominają o nim neapolitańskie dokumenty oraz Giovanni Boccaccio w “De casibus virorum illustrium”. 

3. W średniowiecznym imaginarium nie było miejsca dla ludzi spoza Europy. 

Nic bardziej mylnego - nawet w legendzie arturiańskiej pojawił się czarnoskóry Maur (znany z romansu rycerskiego “Moriaen”), sir Morien, oraz trzech Saracenów (a więc osoby z Azji Zachodniej): bracia Palomides, Safir i Segwarides.

 Jeśli chodzi o świętych, to czasami w średniowiecznych Niemczech Świętego Maurycego ukazywano jako osobę czarnoskórą.

Święty Maurycy 

4. Wikingowie to byli SAMI Skandynawowie.

No cóż - prawdopodobnie nie. Nawet ta nazwa odnosiła się nie tyle do pochodzenia, co do stylu życia. Nikt nie twierdzi, że “rdzenni” Skandynawowie byli PoC. Ale w trakcie swoich wypraw porywali ludzi z różnych regionów. W rezultacie oddziały Wikingów nie zawsze składały się ze Skandynawów. Ciekawostka: koncept Wikingów jako najemników różnego pochodzenia (także Czarnych) wykorzystano już w 2001 roku w powieści Juliet Marillier pt. "Syn cieni”. To pomysł starszy od propozycji Netflixa. 

 5. Czarni i biali się nie znali.

W takim razie co z relacją krzyżowca Roberta De Clari nt. nubijskiego króla, który odwiedził Konstantynopol?

“And while the barons were there at the palace, a king came there whose skin was all black, and he had a cross in the middle of his forehead that had been made with a hot iron. This king was living in a very rich abbey in the city, in which the former emperor Alexios had commanded that he should be lodged and of which he was to be lord and owner as long as he wanted to stay there.” 


Z angielskiego tłumaczenia “Zdobycia Konstantynopola”

 

Źródła obrazów: Wikipedia

Źródła:

https://www.publicmedievalist.com/race-racism-middle-ages-toc/

https://www.treccani.it/enciclopedia/raimondo-de-cabanni_%28Dizionario-Biografico%29/


czwartek, 14 lipca 2022

Dekonstrukcja mitu amerykańskiego Południa w “Absalomie, Absalomie...”

 Po co analizować powieść Williama Faulknera z 1936 roku? Po co analizować powieść, której autor wyrażał równie rasistowskie poglądy, co Margaret Mitchell? I jak wobec tego jest możliwe to, że mimo wszystko “Absalomie, Absalomie...” tak bardzo różni się od “Przeminęło z wiatrem”? 

 Warto to zrobić, żeby zobaczyć, jak działa narracja białego przywileju. I że tzw. wielcy pisarze nie są nieomylni, a ich teksty mogą starzeć się w pewnych aspektach, a w innych nadal pozostać ważne.

William Faulkner (źródło: Wikipedia) 

 Absalomie, Absalomie...” to powieść napisana strumieniem świadomości, w której na podstawie spekulacji i relacji świadków próbuje się zrekonstruować dzieje rodziny plantatora Thomasa Sutpena z fikcyjnego hrabstwa Yoknapatawha w stanie Missisipi (Faulkner wzorował je na swoich rodzinnych okolicach). Retrospekcje skupiają się na okresie przed Wojną Secesyjną i na pierwszych latach po niej. Inaczej, niż Mitchell, Faulkner nie mitologizuje amerykańskiego Południa i nie usprawiedliwia niewolnictwa. Ale też jego powieść jest pełna stereotypów i dehumanizujących opisów.

 Faulkner dekonstruuje mit amerykańskiego Południa jako sielskiego rolniczego obszaru, na którym “dobrze” traktowano niewolników, i mit tego, że byli tylko białoskórzy i czarnoskórzy, i nikt pomiędzy. Thomas Sutpen ma córkę z niewolnicą, a pierwszą żonę porzucił, gdy okazała się osobą o mieszanym pochodzeniu rasowym. Faulkner nie ukrywa ani morderczej pracy niewolników, ani wykorzystywania s*ksualnego niewolnic - “niewolnice, na których opierała się ta pierwsza kasta dam, zawdzięczająca im w niejednym wypadku fakt swego dziewictwa”. 

 Jednocześnie jednak jego powieść jest pełna dehumanizujących porównań oraz rasistowskich stereotypów. Nowoorleańska kochanka Charlesa Bona, syna Sutpena z pierwszą żoną, jest bezimienna, określa się ją tylko jako “kochankę oktoronkę” (czyli osobę Czarną w jednej ósmej), a jej opisy nawiązują do dawno obalonych stereotypów na temat międzyrasowych relacji znanych jako plaçage. 
Wprawdzie to my, ten tysiąc, biali mężczyźni, to myśmy je powołali do życia, stworzyli, wyprodukowali; myśmy nawet ustanowili prawo, w myśl którego jedna ósma krwi rasy czarnej przeważa siedem ósmych krwi rasy białej. Przyznaję to. Ale inni biali i z nich też by uczynili niewolnice, służące, kucharki, może nawet robotnice rolne, gdyby nie ten tysiąc, tych niewielu mężczyzn, może pozbawionych, twoim zdaniem zasad i honoru. Może nie możemy, może nawet nie chcemy ocalić ich wszystkich. Może tysiąc tych dziewcząt, ocalałych dzięki nam, nie stanowi nawet jednego tysiąca na milion. Ale ocalamy przynajmniej ten tysiąc. 
W tym przypadku trudno o “generous read”, gdyż Faulkner celowo obstawał przy pewnych stereotypach dotyczących osób czarnoskórych i osób o mieszanym pochodzeniu rasowym. 

 Mimo wszystko, pewne elementy powieści nadal są istotne i mogą z nami rezonować także dziś. 
 Faulkner nie wystawił Południu laurki - nie, kiedy kulminacją jego książki jest bratobójstwo na tle rasowym. Henry Sutpen zabija Charlesa Bona, swojego starszego przyrodniego brata, który zamierzał ożenić się z ich młodszą siostrą. Powodem zabójstwa nie jest jednak kazirodztwo, tylko mieszane pochodzenie Charlesa - “On się z Judith ożenić nie może”. Czy wyobrażacie sobie coś równie rasistowskiego i krindżowego? Kazirodztwo? To nie problem. Czarnoskóra przodkini kilka pokoleń wcześniej? O nie! Prędzej zginiesz, niż ożenisz się z naszą siostrą. 

 “Absalomie, Absalomie...” nadal pozostaje mniej problematyczne od powieści Margaret Mitchell. Z dzisiejszej perspektywy można je interpretować jako tekst o ludziach, którym biały przywilej i kapitał kulturowy pozwalają nieustannie roztrząsać i reinterpretować przeszłość. Natomiast sama reinterpretacja przypomina, że nie ma neutralnej historii, i że za każdym razem, gdy wspominamy, przyjmujemy pewną narrację. Dlatego też u Faulknera nie ma jednej prawdy ani jednej spójnej narracji - o Thomasie Sutpenie ani o żadnej innej postaci z powieści. Sutpen to ani bohater Wojny Secesyjnej, ani “demon-człowiek-koń”, a wiele elementów jego życia pozostaje niejasnych. Tak samo jest ze wszystkim innym w tej powieści. Nie ma jednej prawdy. I nie ma też prostych odpowiedzi, gdy pytania są tak trudne. 

Źródła: 

The "Quadroon-Plaçage" Myth of Antebellum New Orleans: Anglo-American (Mis)interpretations of a French-Caribbean Phenomenon, 
Kenneth Aslakson




piątek, 8 lipca 2022

Co z tym językiem?

Ja serio nie chcę być jakąś policją, która ustala, co kto ma mówić. Ale uważam, że są pewne podstawy. Że są pewne określenia, które nigdy już nie będą neutralne, i których nie powinno się używać. I tyle. Nie nazywaj Czarnych osób słowem na M. Nie nazywaj osób trans transw*st*tami. Nie nazywaj gejów słowami na p. Jak nie używasz feminatywów, to nie wyśmiewaj osób, które to robią. Zastanów się, jak przestarzałe określenia na Rdzennych Amerykanach wiążą się z kolonizacją i opresyjnymi hierarchiami rasowymi. Zastanów się, czy może jednak lepiej  mówić o Romach, a nie o Cyganach. Czy to tak dużo? Czy to jest jakaś bariera, której nie da się przeskoczyć? Nie sądzę.

Nie zamierzam nikogo cancellować za używanie określeń “kolorowi” albo “niebiali” podczas gdy ja od kilku miesięcy używam trochę innego języka, mówiąc o mieszanym pochodzeniu rasowym czy etniczności. Nie będę pisać do mniej lub bardziej lewicowych redakcji z zażaleniem, że teraz już się nie pisze “niebiali”, żeby nie tworzyć dychotomii i ustawiać białości jako czegoś domyślnego. Nie zamierzam też nikogo cancellować za rzeczy robione w nieświadomości kontekstu. Nie zamierzam kreować się na najświętszą na dzielni pod względem inkluzywnego języka. Ale mam swoje granice.

Pierwszą z nich jest empatia. Jeśli uważasz, że to ty decydujesz o języku opisującym daną grupę społeczną, a nie ta grupa, to ty masz problem. Mówmy o ludziach tak, jak sobie tego życzą - to nie jest żaden terror ani nowomowa. To kwestia grzeczności. Nie neguję tego, że Polacy też zmagają się z dyskryminującym językiem np. za granicą. Ale tym bardziej powinn_śmy być empatycz_ wobec grup marginalizowanych. A nie cynicznie być miłym tylko wobec uprzywilejowanych - bo przecież TO się opłaca, no nie? Co innego ludzka uprzejmość wobec nielicznych Afropolek i Afropolaków, albo wobec tych dziesięciu procent osób LGBT+... 

I powiem wam szczerze - mam też swoje własne granice. Otóż tworzę w pierwszej kolejności na Instagramie. I rutynowo zwracam się do mojej widowni “drogie osoby”. Jeden facet zarzucił mi, że nazywanie ludzi osobami jest dehumanizujące. Oh, really? Skoro nie jesteśmy osobami, to kim jesteśmy? Biorobotami? Hybrydami? Reptiliananami? Ach te rozterki egzystencjalne...

Dlaczego niby nie mam używać neutralnego określenia “osoby”? Nie mam czytelników. Mam czytelników, czytelniczki i osoby czytające. Nie mam zamiaru wymazywać kobiet i osób niebinarnych tylko dlatego, że w naszym języku domyślny jest mężczyzna.

I nie mam zamiaru za to przepraszać. 

piątek, 24 czerwca 2022

Ludzie koloru w literaturze: Percy Newton i osiemnastowieczne inspiracje

 


Dzisiaj niespodzianka: rolka z Instagrama zaadaptowana do formatu quasi-youtubowego. 
Krótko i na temat o postaci Percy'ego Newtona z powieści YA “Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie”. Percy, przyjaciel (i nie tylko) Monty'ego, protagonisty, to zdolny muzyk i osoba o mieszanym pochodzeniu rasowym. Wychował się jednak u zamożnych białych krewnych w Wielkiej Brytanii, i jak często było w takich przypadkach, jego status był nieoczywisty. Autorka, Mackenzie Lee, dobrze zdaje sobie z tego sprawę i bynajmniej nie ukrywa rasizmu, z którym zmagał się Percy.
Czy jednak wymyśliła tę postać od zera? Czy w osiemnastym wieku, gdy dzieje się ta powieść, nie było Czarnych muzyków i osób o mieszanym pochodzeniu, które wychowano po białej stronie? Oczywiście, że były, i tym właśnie zajmuję się w rolce/filmiku. Inspiracją dla Percy'ego mogła być między innymi Dido Elizabeth Belle (1761-1804), zwłaszcza, że jej status w rodzinie wuja, lorda Murraya, też nie był do końca jasny. Chociaż Murrayowie ponoć lubili swoją wychowankę, to obiady jadała ze służbą. Jeśli chodzi o brytyjskie inspiracje, nie wolno zapomnieć o Czarnym wirtuozie skrzypiec, urodzonym w 1778 roku Georgu Bridgetowerze. A wcześniej, na Gwadelupie, przyszedł na świat Joseph Bologne (1745-1799) znany bardziej jako Chevalier de Saint Georges, istny człowiek orkiestra, wirtuoz skrzypiec, dyrygent, fechtmistrz i uczestnik Rewolucji Francuskiej. Wszyscy oni żyli później, niż Percy, ale kto powiedział, że w lekkich powieściach historycznych dla młodzieży trzeba się inspirować konkretnymi postaciami co do dekady? 

A co do queerowych romansów w osiemnastym wieku? Spytajcie Johna Laurensa i Alexandra Hamiltona... 

Źródła obrazów: Wikipedia 

Muzyka: Koncert Klarnetowy A-dur Mozarta

Źródła: 



piątek, 10 czerwca 2022

Taki reminder...

 Odnośnie Martina Luthera Kinga i jego przekonań, które wcale nie były ugodowe ani umiarkowane.

Muszę przyznać, że w ciągu ostatnich paru lat doznałem głębokiego rozczarowania umiarkowanymi Białymi. Jestem blisko dojścia do przykrego wniosku, że największą przeszkodą w walce Czarnych o swoją wolność nie jest członek Ku Klux Klanu, czy Rady Białych Obywateli, ale umiarkowany Biały, którego bardziej obchodzi „porządek” niż sprawiedliwość; który woli negatywny pokój, definiowany przez nieobecność napięcia, od pozytywnego pokoju, definiowanego przez obecność sprawiedliwość; który ciągle mówi „Zgadzam się z celem, do którego dążysz, ale nie mogę zgodzić się z twoimi metodami akcji bezpośredniej”; któremu w swojej protekcjonalności wydaje się, że może ustalać, kiedy będzie odpowiedni czas na wolność innego człowieka; który żyje złudzeniami czasu i nieustannie radzi Czarnym, by poczekali na „lepszy moment”. Powierzchowne zrozumienie ze strony osób o dobrej woli jest bardziej frustrujące niż absolutne niezrozumienie ze strony osób o złej woli. Obojętna akceptacja oburza znacznie mocniej niż wyrażone wprost odrzucenie.

In his own words, jak to mówią. 

poniedziałek, 30 maja 2022

Uchodźcy nie muszą spełniać twoich wyobrażeń o osobach uciekających przed wojną.

 Serio. Nie mają obowiązku dostosować się do twoich czy moich wyobrażeń. Bo w tych naszych wyobrażeniach uchodźca/uchodźczyni to osoba, która nie może być taka, jak my. Mieć telefon komórkowy, być influencerką, mieć nowy samochód. A jak ma taki samochód albo zajmuje się influencerstwem, to nagle się okazuje, że dla niektórych osób tacy uchodźcy nie są wystarczająco uchodźczy, a w ogóle to pewnie jeszcze czerpią profity (sic!) ze swojego statusu ludzi, którzy stracili wszystko, co było im drogie. Dla pewnej części internetowego komentariatu zresztą sam fakt, że w Ukrainie też korzysta się z mediów społecznościowych jest zaskoczeniem. I to jest bardzo smutne. To tylko świadczy o naszych uprzedzeniach. 

Uchodźcy i uchodźczynie nie muszą spełniać naszych wyobrażeń. Nie muszą być wdzięczni. Nie muszą mówić o swoich doświadczeniach. To nie sprawia, że nie zasługują na pomoc i na godne życie w Polsce. Zresztą ze strony Ukraińców wdzięczność i sympatia jest ogromna. A przecież to nie jest ich obowiązek. 

Nie oceniajmy tego, kto wygląda i zachowuje się tak, jak “powinna” się zachowywać osoba, która uciekła przed wojną. Bo nie ma takiego “powinna”. Nie oceniajmy, tylko bądźmy wdzięczn_, że siedzimy bezpiecznie w swoich domach, podczas gdy Ukraińcy walczą także o naszą wolność. 

wtorek, 17 maja 2022

Nie porównujmy “Przeminęło z wiatrem” oraz “Nocy i dni”.

 Niby rozumiem, skąd te porównania. Mamy dwie powieści wydane w latach trzydziestych i skupione na kobiecym doświadczeniu kilkadziesiąt lat wcześniej w obliczu społecznych przemian. Dodajmy do tego łatkę “sagi” i ekranizacje popularne w rodzimych krajach. Ale na tym podobieństwa się kończą.

Powieść Mitchell zestarzała się rasistowsko. U Dąbrowskiej pewne wątki są problematyczne, ale nigdy nie na taką skalę. I to jest ważne. Nie udawajmy, że teksty kultury się nie starzeją. Nie udawajmy, że tekst nie może być problematyczny w jednym aspekcie, a ponadczasowy w innym. To jest naturalne, okej? 

Jeśli nie wierzycie, że u Mitchell są problemy z rasizmem, to no cóż... Przykro mi. Chyba nawet u Lovecrafta nie ma tylu rasistowskich tyrad. U Mitchell Afroamerykanie są dobrzy tylko wtedy, kiedy są zadowoleni z bycia niewolnikami i wiernie służą rodzinie Scarlett. Rasizm to zresztą nie jedyny problem Przeminęło z wiatrem. Niezamożnym białym, zwłaszcza tym skonfliktowanym ze Scarlett i jej rodziną, też się dostaje.

I dlatego jest mi wręcz wstyd, że powieść Dąbrowskiej porównuje się do tego... Tego czegoś. Noce i dnie skupiają się na postszlacheckiej inteligencji, to prawda. To prawda, że niektóre opisy Żydów są tam problematyczne. Ale to nie jest ta skala. Chłopi nigdy nie są pokazywani tak, jak Mitchell opisywała Afroamerykanów. U Dąbrowskiej emancypacja dyskryminowanych grup społecznych to coś pozytywnego. U Dąbrowskiej Barbara i Agnieszka mają świadomość przywileju klasowego i potrafią skrytykować ziemiaństwo. W gruncie rzeczy pod koniec powieści bardzo wymowna jest scena, kiedy Barbara i Bogumił wracają z przyjęcia i dochodzą do wniosku, że przez kilkadziesiąt lat w ich-nie-ich klasie społecznej nic się nie zmieniło. U Dąbrowskiej tęskni się za przeszłością, ale nie za przywilejem tak, jak w Przeminęło z wiatrem. Zakładam zresztą, że bez względu na to, jak surowo oceniacie Powstanie Styczniowe, swoiste tło powieści, to nie można porównywać go z buntem amerykańskiego Południa. 

Nie wiem, pewnie niektóre osoby mają sentyment do powieści Mitchell oraz jej ekranizacji i dziwią się, że jest tam tyle problemów. No bo JA pamiętam to inaczej. Ja mam sentyment do Nocy i dni. I dlatego nie lubię, gdy porównuje się je do tekstów kultury, o których problematyczności mówiono od dawna. A to, że my nie znamy pewnych kontekstów nie oznacza, że one nie istniały. 

Polecanki wewnątrzblogowe

Skoro już tu jesteście...

... To zapraszam was do wypełnienia kilku ankiet. Nie przejmujcie się, jeśli nie będziecie w stanie rozpoznać postaci historycznych, których...