Tutaj znajdziecie antyrasizm, antyklasizm, historię osób koloru i pozaeuropejskich cywilizacji oraz postkolonialne spojrzenie na (pop)kulturę.
poniedziałek, 15 lipca 2024
Bardziej boję się konkordatu niż kalifatu.
czwartek, 13 czerwca 2024
Twierdzenie, że cywilizacja mogła powstać tylko w patriarchacie jest zwyczajnie seksistowskie i nieprawdziwe.
Spotykacie się czasami z komentarzami, że kobiety narzekają na patriarchat, a przecież bez niego nic by nie miały? Że wszystkie Prawdziwe Cywilizacje były patriarchalne, a jeśli nie były, to nie przetrwały długo? No cóż, takie twierdzenia są oparte nie tylko na seksizmie i mizoginii, ale też na europocentryzmie, i to takim wręcz zachodnioeuropejskim. Według tej logiki rozwój to hierarchia i przemoc, a kultury uznawane za cywilizacje muszą spełniać pewne bardzo wąskie kryteria (jak powstanie pisma, oficjalna państwowość, rolnictwo agrarne, a nie oparte np. na ogrodnictwie).
Zacznijmy od tego, że istniały rozwinięte kultury, jak np. kultura minojska, które nie były patriarchalne. W wielu cywilizacjach pozycja kobiet zmieniała się też przez wieki. Dzisiaj inaczej patrzymy na rolę kobiet w Starożytnej Mezopotamii. Dzisiaj wiemy też np., że ok. drugiego wieku naszej ery w sudańskim królestwie Meroe władza przeszła w ręce królowych kandake. Wiemy też, że w kontynentalnej Europie były cywilizacje i kultury, jak Etruskowie czy Baskowie, wśród których kobiety miały wysoką pozycję społeczną. No i? No i radziły sobie całkiem dobrze. Nie należy też zapominać o Ameryce Północnej, gdzie wiele Rdzennych grup etnicznych w żadnym razie nie żyło w patriarchacie, a jednak uprawiało rolę i tworzyło federacje plemienne... Co nie wpisywało się w wąskie, europejskie rozumienie cywilizacji, ale to osobny temat.
Trudno nie odnieść wrażenia, że te twierdzenia sprowadzają się do jednego. Cis mężczyźni są statystycznie silniejsi fizycznie, więc lepsi. Jak zwykle zostajemy z mityczną lodówką na czwartym piętrze, przy okazji zapominając, że kobiety od wieków zajmowały się różnymi zadaniami. Jeśli bycie kapłanką, uzdrowicielką czy handlarką nie jest budowaniem cywilizacji, to co nim jest? Jeśli kobiety nie wynalazłyby m.in. WI-FI, przenośnej lodówki, zmywarki czy centralnego ogrzewania, to gdzie byśmy teraz były? Na pewno miałybyśmy mniej “cywilizowania”, o którym tak lubią się rozpisywać rozmaici seksiści.
sobota, 25 maja 2024
Ekranizacja “Diuny”, czyli blaski i cienie polityki reprezentacji
Mam dla was trochę głębszą refleksję dotyczącą ekranizacji “Diuny” przez Denisa Villeneuve'a. W sumie dobrze ona pokazuje, co się sprawdza we współczesnym koncepcie reprezentacji, a w jakich kwestiach on zawodzi.
Problemem tej ekranizacji - bez względu na świetną muzykę i zapierające dech w piersiach wybrane sekwencje i krajobrazy - jest bardzo bezpieczne podejście do włączania pozaeuropejskich motywów. No dobrze, niech będzie, że ten Herbert się inspirował Azją Zachodnią i Afryką Północną. No dobrze, zostawimy najważniejsze terminy po arabsku/inspirowane arabskim, bo to brzmi efektownie - Mahdi, Muad'Dib, Szej Hulud. No dobrze, niech statyści będą z regionu, i niech Chani ma przyjaciółkę, którą gra aktorka pochodzenia arabskiego. Ale żeby wzorować fremeński na arabskim? Żeby osoby z regionu dostały naprawdę istotne role wśród fremeńskich postaci? No bez przesady.
Tak jak kiedyś wspominałam, takie przekierowywanie i rozwadnianie inspiracji Herberta wcale nie chroni przed islamofobią. I tak, reżyser miał do tego prawo. Mógł podążyć ścieżką innych wyobrażeń. Tylko że wskazanie, że w powieściowej “Diunie” jest więcej elementów związanych z Azją Zachodnią i Afryką Północną, to nie czepialstwo. Mamy prawo żałować, że w filmach wykorzystano je w mniejszym stopniu.
Zachodzi tutaj jeszcze inne ciekawe zjawisko. Trudno nie odnieść wrażenia, że dla wielu osób na widowni pozaeuropejskie inspiracje są “takie same”. Dlatego to, że postaci Liet Kynes czy Dżamisa są Czarne nie wywołały takiego oburzenia, jakie powstałoby, gdyby umieszczono je w bardziej “biało” kodowanym settingu. Kolor skóry Chani też w sumie przeszedł bez echa (pewnie dlatego, że typem urody blisko jej do białości). Nie bez echa przeszła jednak jej osobowość.
To ciekawe, że postać, która ani nie wypowiada się, ani nie zachowuje się anachronicznie na tle świata przedstawionego (nawet nie mówi językiem czwartej fali feminizmu, smuteczek), została okrzyknięta woke podróbką tej dobrej, książkowej Chani. Najwyraźniej kobieta wygadana i rezolutna zawsze będzie za bardzo woke, nawet jeśli twórcy filmów wiarygodnie wpletli do nich zmiany. A refleksja nad tym, czy oznaką emancypacji zawsze musi być równanie do męskich aktywności i chwytanie za broń? Czy lekarka albo rzemieślniczka byłaby mniej wyemancypowana? Oj, to pewnie już zbyt skomplikowane.
piątek, 3 maja 2024
Fandom “Ojca chrzestnego” romantyzuje toksyczne zjawiska.
Ponieważ ostatnimi czasy bardzo popularna jest “Diuna” (i przypominanie, że lepiej nie simpować Paula Atrydy), uświadomiło mi to, że cykl Herberta i filmy Villeneuve'a to tylko jedne z wielu tekstów kultury, których własny fandom czasami nie rozumie. Mamy też bardzo popularną trylogię filmową, której fandom dopuszcza tylko jedną interpretację, no bo przecież po co ograniczać gatekeeping?
Otóż fandom “Ojca chrzestnego” zachowuje się tak, jakby te filmy były tylko konserwatywną opowieścią o Tradycyjnej Włoskiej Rodzinie™. To, że pokazują one toksyczną męskość - i to wcale nie w pozytywnym świetle - jakoś nikomu nie przychodzi do głowy. Ani to, że fatum, hybris i inne komponenty “ziemnomorskie” służą pokazaniu tego, że mafijna przemoc nie popłaca, bo pokolenie za pokoleniem płacisz utratą miłości i człowieczeństwa, i krwią własnych dzieci. No bo wiecie, gdzie tam przykładać do filmów dla Prawdziwych Mężczyzn z jogurtem tylko dla mężczyzn jakieś ramy toksycznej męskości? Jakieś przyziemne refleksje na temat tego, jak przezroczyste w naszej kulturze są agresja i gniew mężczyzn? Jakieś spostrzeżenia, że film może okazać się krytyką toksycznych zjawisk nawet gdy nie była to główna lub świadoma intencja twórców?
Ale trzeba też wspomnieć o kwestiach, które filmom udały się mniej więcej w jednej trzeciej. Otóż... Porządne sagi rodzinne nigdy nie miały wyrąbane na postaci kobiece. Pod tym względem trylogia Coppoli to typowe filmy sensacyjne swej epoki, a nie saga rodzinna - bo saga rodzinna nie powinna pomijać połowy rodziny. Fandomowi to nie przeszkadza, co więcej, romantyzuje on toksyczne wątki, czego koronnym przykładem jest teoria, że miłością życia Michaela Corleone była milcząca jako ta Westalka szesnastolatka, Apollonia Vitelli. Szesnastolatka. Uwielbiam zapach groomingu o poranku.
Romantyzowanie transakcyjnego związku opartego na tym, że dwudziestosiedmioletni facet zdradził narzeczoną i poślubił małoletnią, która w czasie ekranowym praktycznie się nie odzywa, nie jest urocze. Serio dostrzeżmy wreszcie, że ten związek miał więcej wspólnego z małżeństwem Jaguś i Boryny niż z historią miłosną. A co ważniejsze, byłoby bardzo miło, gdyby więcej osób ogarnęło, że w drugiej części Kay Adams to przetrwanka przemocy domowej, i że narracja sugeruje nam, że tak powinno się ją postrzegać. Nie była wredna ani głupia, bo nie chciała się “dopasować”. Uciekła od męża, który pobił ją i chciał od niej dziedziców z 🍆, a nie dzieci do kochania. Dla mnie przesłaniem tego wątku jest “dobrze, że uwolniłaś się od przemocowego gnojka”. I dobrze, że ten przemocowy gnojek, bratobójca-żonobijca, zostaje na końcu sam.
poniedziałek, 29 kwietnia 2024
Dystopie przestały się sprzedawać, bo dostrzegłyśmy, że nasz świat jest wystarczająco dystopijny.
Jeszcze kilkanaście lat temu w literaturze młodzieżowej bardzo popularne były dystopie (nie mylić z postapo, chociaż wiele tekstów kultury nakłada na siebie te elementy). Dzisiaj, jeśli np. mówimy o ekstrapolacji niedalekiej przyszłości, bardziej popularne wydaje się postapo (co jakoś mnie nie dziwi).
Dlaczego młodzieżowe dystopie nie przyciągają już tyle uwagi? Moim zdaniem dlatego, że dostrzegłyśmy, jak bardzo scenariusze coraz bardziej wymyślnych podziałów odbiegają od faktycznej dystopii, która dzieje się na naszych oczach. Wizje tego, że w przyszłości miano by dzielić ludzi ze względu na cechy charakteru/robienie sobie tatuaży/whatever są po prostu śmieszne i naiwne w porównaniu z tym, co obserwujemy tu i teraz.
Kolejne wojny. Ludobójstwo w Palestynie, w Sudanie, w Kongo. Katastrofa klimatyczna. Kryzys uchodźczy. Nekropolityka na granicach Europy. Aresztowania osób, które ośmielają się protestować przeciwko ludobójstwu. Aresztowania osób, które ostrzegają przed katastrofą klimatyczną. Inwigilująca sztuczna inteligencja. To jest prawdziwa dystopia.
Nie oznacza to, że wiele osób autorskich tego nie przewidziało, i że nie ma mądrych dystopii, które opowiadają o katastrofie klimatycznej, nasilającym się rasizmie, czy wielokryzysie. Tylko że jeśli chcecie poczytać takie dystopie, radziłabym wam jednak sięgnąć po twórczość Octavii S. Butler, Johna Brunnera, albo Ursuli Le Guin zamiast po “Dotyk Julii” czy “Niezgodną”. I nie, nie znaczy to, że młodzieżowe dystopie to był/jest jakiś chłam. Tylko większość z nich nie jest społecznie wiarygodna.
środa, 3 kwietnia 2024
"To tylko rozrywka", czyli po co nam płytkie interpretacje popkultury?
„Avatar: Legenda Aanga”, „Matrix”, „Star Trek”, a ostatnio „Diuna” to tylko wybrane przykłady znanych filmów i seriali, przed których głębszą interpretacją ucieka wiele osób. To tylko bajka. To tylko rozrywka. Dla niektórych osób rzeczywiście tak jest. A inne używają takich wyrażeń, aby zniechęcać innych fanów do krytycznego lub odkrywczego spojrzenia. Jest to częścią szerszej neokonserwatywnej strategii dotyczącej podejścia do tekstów kultury.
Nie myśl za dużo. Nie zastanawiaj się. I w pierwszej kolejności wystrzegaj się feministycznych, socjalistycznych, ekologicznych, czy postkolonialnych interpretacji. O to chodzi w tej strategii. To swoisty gatekeeping spojrzenia na teksty kultury. I często ignorowanie tego, co chcieli przekazać twórcy i/lub twórczynie.
„Star Trek” to nie tylko przygodówka w kosmosie. Od początku było to uniwersum z określoną wizją przyszłości, unikatową, bo pełną nadziei. Było to też uniwersum z ważnymi pytaniami. Czym jest człowiek? Czym jest czas? Czym jest Obcy? Tekst kultury nie musi być neurotycznym filmem studyjnym, żeby próbować odpowiedzieć na pewne uniwersalne pytania. A jeśli chodzi o aspekt polityczny, to mogę tylko potwierdzić, że przejście do fandomu „Star Treka”, bo „Gwiezdne Wojny” zrobiły się „too woke”, to raczej nie jest dobry pomysł🤡.
Tak samo animowany „Avatar” czy książkowa „Diuna” miały do powiedzenia coś głębszego - ZWŁASZCZA o kolonializmie i imperializmie. To nie przypadek, że takie odczytanie „Avatara” często spotyka się z reakcją „przecież to tylko bajka dla dzieci”. To również nie przypadek, że wiele osób nie chce wiedzieć, co inspirowało Franka Herberta w trakcie pisania cyklu o Diunie - m.in. algierska wojna o niepodległość, walka Beduinów z Imperium Osmańskim, opór Palestyńczyków wobec izraelskiej okupacji. To nie przypadek, że wielu ludziom jest na rękę, gdy w adaptacji Denisa Villeneuve'a trudniej się dopatrzyć tych inspiracji Herberta. Pomimo powierzchownej inkluzywności współczesnych filmów i seriali antykolonializm nie jest w cenie. Zwłaszcza, gdy jakiś tekst kultury miałby skonfrontować nas z naszą islamofobią czy ignorowaniem tego, jak nowożytne imperia powstawały na ludobójstwach podbitej rdzennej ludności.
czwartek, 21 marca 2024
Jak filmowa "Diuna" wymazuje muzułmańskie i azjatyckie inspiracje oryginału.
Na początek mała uwaga: nie, to nie jest krytyka jakości filmów Denisa Villeneuve'a. Niewątpliwie są to filmy świetnie zagrane, filmy, które umieją w wielkie narracje, filmy, które przedstawiają ciekawą wizję przyszłości i podejmują ważne zagadnienia. Tak samo nie neguję tego, że lepiej, że na ekran nie przeniesiono homofobiczno-fatfobicznych implikacji związanych z baronem Harkonnenem, a Chani dano większą rolę niż bycie Wierną Ukochaną Bohatera Tragicznego. Są kwestie, w których zmiany były potrzebne. Ale są też kwestie, które z filmów usunięto - i to nie w imię artystycznej wolności tylko raczej artystycznej... Łatwizny.
Inspiracje muzułmańskie oraz związane z Azją Zachodnią i Afryką Północną są kluczowe w uniwersum Herberta. Sama walka Fremenów była inspirowana walką Algierczyków o niepodległość, a ich język miał być - częściowo - ekstrapolacją arabskiego w przyszłości. Także imperium Corrinów, rządzone przez Padyszacha, z elitarną formacją sardaukarów inspirowanych janczarami, na poziomie odniesień ma więcej wspólnego z Imperium Osmańskim niż z europejskimi mocarstwami. To wszystko widać w nazewnictwie, w koncepcjach filozoficznych i religijnych świata przedstawionego. Tymczasem w filmach wiele tych aspektów usunięto. I nie, wcale nie był to dobry wybór, i wcale nie chroni on muzułmanów przed negatywnymi skojarzeniami.
Może ktoś spyta, no weś, Paul miał stanąć na czele dżihadu? Fremeni mieli krzyczeć po arabsku? Ty wiesz, jak to się kojarzy? To by tylko napędzało islamofobię. No cóż, islamofobia nie potrzebuje wysokobudżetowego science fiction do napędzania, politycy finansujący ludobójstwo w Palestynie i straszący muzułmańskimi uchodźcami wystarczą. To nie wina uniwersum Herberta, że w imię „wojny z terrorem” pewne pojęcia kojarzą się z terroryzmem, a nie z walką o wolność. A wiecie, co jest gorsze od tego, że jakiejś osobie coś by się źle skojarzyło? Wymazywanie.
W filmowej „Diunie” nie ma żadnej osoby z Afryki Północnej i Azji Zachodniej w jakiejkolwiek istotnej roli. Chani czy Stilgar - zapomnijcie, że Fremenów kiedykolwiek mogliby zagrać Arabowie czy Amazygowie. Tak samo zresztą dzieje się w kinie biblijnym, które regularnie pomija osoby z regionu. To jest islamofobia. To jest ksenofobia. To jest przywłaszczenie kulturowe. Wszystko o was bez was.
Poprawność polityczna nie jest wtedy, kiedy Chani gra Czarna aktorka, a Liet Kynes to kobieta. Poprawność polityczna jest wtedy, kiedy wymazujesz ludzi i integralne inspiracje po to, żeby było gładko i przyjemnie dla zachodniego widza. I nie, te zmiany wprowadzono nie po to, żeby nie urazić muzułmanów. Wprowadzono je po to, żeby ich wymazać.
Źródła:
https://www.cosmopolitan.com/uk/entertainment/a60007426/dune-2-middle-east-north-africa-muslim-influence-erasure/
https://www.digitalspy.com/movies/a60021028/dune-2-colonialism-orientalism/
https://inkstickmedia.com/erasing-arabs-from-dune/
https://blogs.kent.ac.uk/munitions-of-the-mind/2022/04/04/frank-herberts-dune-and-orientalism/
Polecanki wewnątrzblogowe
Skoro już tu jesteście...
... To zapraszam was do wypełnienia kilku ankiet. Nie przejmujcie się, jeśli nie będziecie w stanie rozpoznać postaci historycznych, których...
-
Na początek zaznaczę, że bardzo lubię ten film i jest w nim wiele aspektów, które mnie wzruszają. Nie zamierzam też tutaj udowadniać, że “F...
-
O spreparowanym oburzeniu porozmawiamy na przykładzie franczyzy “Gwiezdnych Wojen”, zwłaszcza tego, jak niepowodzenia i niewypały zwalano w...
-
Drogie kurczaki, ponieważ zamierzam powoli przejść/wrócić do epoki którą z naszej ograniczonej perspektywy nazywamy średniowieczem, postano...

